23 września, 2016

Urlop cz.1 - Mazury


06/09/2016 godz. 9.40, w pociągu z East Croydon na Luton
Powietrze jest duszne a na górze ten typ zachmurzenia, którego bardzo nie lubię podczas latania. Płynna i cicha jazda pociągiem łagodzi cały zgiełk organizacyjny w głowie i prowokuje do przymykania powiek. Bo teraz już właściwie jest po wszystkim. Można odpocząć od podejmowania decyzji i dać się ponieść miejscom. Czekałam na to całe lato i teraz trwa.

Zgodnie z planem cały urlop miał być rejestrowany w formie szczegółowego dziennika i wklepany tu na bloga bez żadnego wysiłku ale idea notowania tym razem nie zaszła daleko bo mało było chwil dla siebie i długopisu a poza tym rzeczy działy się za szybko. Zapraszam więc na urlopową fotorelację z podziałem na trzy etapy - miejsca. Na początek swojskie, rodzinne Mazury i lotnisko, które od czerwca chwali się już bezpośrednimi lotami z i do Londynu. Nam udało się taki kupić z kilkutygodniowym wyprzedzeniem za zabawne 75zł.


Na lotnisku w Londynie można zrobić wiele miłych, zabijających czas rzeczy, pójść do głośnego, angielskiego pubu, kupić ekskluzywne prezenty, zjeść sushi itp., w Szymanach po prostu czekasz na wylot i obserwujesz otaczające lasy, ale to nie żadna wada, tylko odrębny urok każdego z tych wyjątkowych miejsc.


Pierwsze zetknięcie z Wizzairem, pomimo godzinnej obsuwy i zatkanej żyły szyjnej przy lądowaniu, wypadło pomyślnie :)


Tak więc znaleźliśmy się na 3 dni w ulubionej Jabłonce, nocując w altance wujka, kąpiąc w czystym i zimnym jeziorze, pedałując po okolicy do utraty tchu, zwiedzając pobliskie miasteczko, grillując i wchłaniając gorące promienie przez skórę, bo pogoda ku zaskoczeniu przez cały urlop była cudem.


Następny kierunek - Berlin


02 września, 2016

Przedwakacyjny update z rybką


Sprawa wygląda tak, że jeszcze tylko 2 dni do pracy i zaczynamy urlop. Blisko 2-tygodniowa podróż przez 4 europejskie kraje na bagażu podręcznym. Na samą myśl już robi mi się wesoło, bo czy nie po to właśnie się pracuje aby kilka razy w roku pozwolić sobie na geograficzną odskocznię? Yes, indeed! Zatem lista "do spakowania" uszykowana, nowe gadżety i strój kąpielowy kupione (uwierzyłby ktoś, że o tej porze lata nigdzie nie można dostać bikini? same resztki nie do pary) i nastroje gotowe. A póki co zapraszam do stołu :)


Dobrze przyrządzona wege ryba z tofu naprawdę daje radę ale ostatnio przypadkiem znalazłam gotowca marki Making Waves, którego kiedyś odkryłam w internecie i muszę stwierdzić, że to bardzo udany produkt, białe, mięsiste, o delikatnym, rybnym smaku wnętrze w chrupiącej, grubej panierce, wyprodukowane z konjacu i tapioki. Szkoda, że nie oferują jeszcze fish and chips w takiej roślinnej wersji na mieście.


Kolejnym wynalazkiem, który mnie miło zaskoczył jest miętowa galaretka, która idealnie komponuje się z grillowanymi albo smażonymi potrawami, dodając im głębi. Pewnie nie każdy polubi ale jak dla mnie bomba.


Białkowy flapjack plenerowy lub powysiłkowy (w tym przypadku późnowieczorny..)


W ostatni dzień wakacji (ale nie naszych :D) wymieniliśmy w banku długo zbierane drobniaki aby niezwłocznie zamienić je w kolację na high street. Padło na wegetariańskie curry z Wetherspoona, którego byłam od miesięcy ciekawa i muszę przyznać, że chociaż nigdy nie spodziewam się wiele od warzywnych curry typu - cieciorka, bataty i szpinak - to wetherspoonowe smakowało nieźle :)


A w domu zapanowało teraz curry z soczewką, brokułem i kiełkami mung


i mała książkomania :)

19 sierpnia, 2016

Curry best ever i jeżynki


Moje zainteresowanie curry nie maleje i cały czas marzę o tym, żeby spróbować tej potrawy w każdej tutejszej knajpie, łyknąć pierwszą łyżkę sosu i przekonać się czy to to, czego szukam. Ale prawda być może jest taka, że nie poszukuję jednego ideału, bo choćby było nie wiadomo jak pyszne, szkoda byłoby się do jednego ograniczać. Szukam więc nieskończonej ilości pysznych, kolorowych i rozgrzewających wariacji na temat curry, a jedną z nich na pewno jest dzisiejsze. Atutami tej wersji (poza smakiem) jest piękna, pomarańczowa barwa oraz szybkość i prostota, jedyne co potrzebujesz ubrudzić to garnek, deska i szklanka :)

Curry z czerwoną soczewicą i kapustą:
* 3 ząbki czosnku, posiekane
* 1 czerwona cebula, pokrojona w plasterki
* 2 łyżeczki skondensowanego bulionu lub 1 kostka warzywna,
* 2 filiżanki czerwonej soczewicy,
* puszka mleka kokosowego,
* puszka siekanych pomidorów,
* 3 łyżki pasty pomidorowej,
* 2 łyżki proszku curry,
* 1 łyżeczka płatków chilli,
* 2 szklanki białej kapusty,
* 4 szklanki wody,
* 1 szklanka mrożonego groszku,

Wszystkie składniki z wyjątkiem groszku umieścić w dużym garnku, zagotować i dusić na małym ogniu 30 minut. Po zdjęciu z ognia wrzucić mrożony groszek i porządnie wymieszać. Podawać ze świeżym ryżem i listkami kolendry.

Zapraszam również na wizję z oryginalnym przepisem :)


Tym czasem rozpoczął się długo oczekiwany sezon na dzikie jeżyny i tak jak rok temu, popędziliśmy do parku poobierać krzaki z tych słodkich i soczystych owoców, bo takiej jakości produktu nie znajdzie się na żadnym targu :)


A potem pizza z ulubionymi składnikami, 2 dni luzu przed wieloma ciężkimi i nowe gadżety umilające wieczory a w tym rozwijający się na kilka metrów rysownik z architekturą dwóch brzegów Tamizy z 2011 roku kupiony za całego funta. Od tamtej pory na linii nadrzecznego horyzontu powstała masa nowych budowli. Moje życie od 2011 również zmieniło się nie do poznania. To chyba dobra puenta na dzisiaj - wszystko jest pięknym i płynnym procesem :)

Related Posts with Thumbnails